Frankowicze wciąż bez rozwiązania - jak po 2 latach wygląda ich sytuacja?

Fot.

Dwa lata od pamiętnego „czarnego czwartku” sytuacja posiadaczy kredytów hipotecznych denominowanych bądź indeksowanych do szwajcarskiego franka niestety pozostaje bez jakiejkolwiek zauważalnej zmiany, przynajmniej tej na lepsze. Pytanie, skoro tak trudno o poprawę, to czy może być jeszcze gorzej?

Bezradność władzy

Jeszcze na długo przed walutowym „trzęsieniem ziemi”, wywołanym w połowie stycznia 2015 roku nagłym wycofaniem się Szwajcarskiego Banku Centralnego z utrzymywania minimalnego kursu wymiany euro na franka, poszukiwano rozwiązania dla coraz to trudniejszej sytuacji frankowiczów.

Z kolei po „czarnym czwartku” problem mieszkaniowych kredytów walutowych nabrał nowej jakości. Materializacja ryzyka walutowego w pełnej krasie mocno zadziałała na wyobraźnię rodzimych decydentów, którzy wręcz zaczęli się prześcigać w propozycjach przeróżnych rozwiązań, które dziś trudno byłoby zliczyć.

Do historii przeszły już koncepcje Komisji Nadzoru Finansowego czy Związku Banków Polskich, po których do akcji włączyli się politycy. Głównie posłowie i senatorowie największych sejmowych ugrupowań różnych opcji, proponując swoje rozwiązania i ogłaszając własne projekty ustaw. Najbardziej spektakularnym przykładem manifestacji solidarności ze społecznością frankowiczów była pamiętna, przedwyborcza obietnica prezydenta, który zapewnił o bezproblemowym przewalutowaniu frankowych hipotek na polskie złote, rzecz jasna po kursie z dnia podpisania umowy.

Pułapka ustawy spreadowej

Na krótką metę sytuacja frankowiczów wydaje się dość przewidywalna, jednak nie wróży to niczego dobrego dla nich samych. W sejmowej komisji finansów czekają obecnie trzy projekty ustaw, z których tylko jeden – prezydencki ma nie tylko szansę, ale wysokie prawdopodobieństwo wejścia w życie w przewidywalnym terminie.

Chodzi o kontrowersyjny projekt tzw. ustawy spreadowej, czyli we właściwym brzmieniu „o zasadach zwrotu niektórych należności wynikających z umów kredytu i pożyczki”. Przewiduje on zwrot niesłusznie pobranych spreadów ponad dopuszczalną wartość od spłat kredytów, których umowy zawarto pomiędzy lipcem 2000 roku a sierpniem 2011 roku, czyli datą wejścia w życie „ustawy antyspreadowej”.

Uchwalenie ustawy spreadowej pozwoli frankowiczom zrekompensować straty wynikające z różnic kursowych tylko w praktycznie nieistotnym w odniesieniu do skali zadłużenia stopniu. Może jednak utrudnić postępowania przed sądami w ramach pozwów zbiorowych, które w obecnym stanie rzeczy stały się dla spłacających frankowe hipoteki ostatnią deską ratunku. Pozwy mają bowiem wykazać nielegalność umów mieszkaniowych kredytów walutowych, co zdecydowanie negowałyby zapisy ustawy spreadowej, umożliwiając pozwanym bankom skuteczne kwestionowanie zasadności dochodzenia roszczeń na drodze sądowej przez swoich klientów hipotecznych. W rezultacie mogłoby to oznaczać swego rodzaju pułapkę, pytanie czy tylko dla frankowiczów.

Ryzyko walutowe wciąż na wysokiej fali

Abstrahując od licznych mankamentów ustawy spreadowej dotyczących jej skutków prawnych dla postępowań sądowych, czy też niskiej skuteczności w rekompensowaniu strat wynikających z różnic kursowych, ma ona jedną zasadniczą, by nie powiedzieć dyskwalifikującą wadę. Otóż nawet w najmniejszym stopniu nie redukuje ryzyka walutowego, które wciąż jest zasadniczym problemem, by nie powiedzieć zmorą bankowych portfeli walutowych kredytów hipotecznych.

Forsując tego typu dyskusyjny akt prawny, jego polityczni zwolennicy powinni mieć pełną świadomość dramatycznych konsekwencji w przypadku dalszej ewentualnej materializacji ryzyka kursowego, czyli innymi słowy kontynuacji silnego trendu wzrostowego wartości szwajcarskiego franka do złotego. W świetle trwającej od blisko 9 lat tendencji, taka opcja w dłuższym terminie wydaje się niestety najbardziej prawdopodobna.

Artykuł przygotowany przez portal RynekPierwotny.pl