Informujemy, że w związku z wejściem w życie RODO zmodyfikowaliśmy naszą politykę prywatności ×
Advertisement

ABC sytuacji frankowców. Czy jest szansa na koniec ich dramatu?

Fot. fotolia.com

Liczba kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich w stosunku do ogólnej liczby hipotek systematycznie spada, podobnie jak i ogólne saldo zadłużenia frankowców. Wbrew pozorom fakt ten bynajmniej nie wynika z poprawy sytuacji posiadaczy kredytów walutowych, ani tym bardziej nie ma z takową wiele wspólnego.

Według najnowszych statystyk liczba kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich (CHF) wynosi na dzień dzisiejszy około pół miliona. Z kolei zadłużenie z tego tytułu kredytobiorców walutowych to w przybliżeniu 100 mld zł. W sumie więc ilościowo i wartościowo to mniej więcej jedna czwarta rodzimego rynku hipotek. Sęk w tym, że jeszcze 4 lata temu liczba gospodarstw domowych zadłużonych w CHF z tytułu kupna mieszkania wynosiła aż 700 tys., a wartościowy udział w rynku prawie połowę. Skąd ta różnica? Z pewnością jakaś część takich kredytów została w międzyczasie spłacona. Jednak według różnych opinii co najmniej 150 tys. kredytów walutowych, głównie frankowych, zostało w ostatnich latach przez banki wypowiedziane z oczywistymi skutkami dla ich posiadaczy – tłumaczy Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Tym samym więc pomimo wciąż nader optymistycznych danych dotyczących spłacalności mieszkaniowych kredytów walutowych, trudno mówić o całkowitym braku symptomów generowanego przez nie kryzysu, a poprawa sytuacji frankowców jest wyłącznie iluzoryczna.

Rozwiązania systemowego nie będzie. Co w zamian?

Położenie rodzimych walutowych dłużników hipotecznych wciąż więc pozostaje niepewne. Jedynym potwierdzonym aspektem ich sytuacji jest brak jakichkolwiek perspektyw rozwiązania systemowego w postaci przewalutowania mieszkaniowych kredytów walutowych po kursie z dnia ich zaciągnięcia, którego przyrzeczenie swego czasu było motywem przewodnim prezydenckiej kampanii wyborczej. Zamiast tego zadłużeni w helweckiej walucie mogą oczekiwać kolejnych ustawowych „półśrodków”, jak choćby Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, albo ślepo wierzyć w skuteczność rodzimego systemu sądowego, za pośrednictwem którego pokaźna ich liczba próbuje dochodzić swoich praw. Na razie jednak dosłownie nic nie wskazuje na to, aby podejmowane wielotorowo działania przyniosły dotychczas lub miały przynieść w przewidywalnej przyszłości jakikolwiek namacalny skutek w postaci redukcji ryzyka mieszkaniowych kredytów walutowych. Pytanie, gdzie w takim razie frankowcy mają szukać nadziei na szczęśliwy koniec swych dramatycznych perypetii?

Mocny złoty, czyli jedyna nadzieja frankowców

Na dziś dzień frankowcy poza perspektywą systematycznego, długoterminowego wzrostu wartości złotego do szwajcarskiego franka nie mają alternatywnych, realnych szans na powrót ze swoistej „dalekiej podróży”. Innymi słowy, jeżeli ich obecne położenie jest skutkiem niekorzystnych zmian kursowych, to odwrócenie niepożądanej sytuacji w obecnych warunkach może nastąpić wyłącznie za sprawą odwrócenia trwającej już niemal dekadę tendencji wzrostowej CHF/PLN. Czy jest na to jakakolwiek szansa?

Dokładnie od sierpnia 2008 roku, czyli pamiętnego dołka notowań szwajcarskiego franka w okolicach 2 zł, rodzima waluta znajduje się pod ciągłą presją na osłabienie. Cały ten długookresowy proces przebiega etapami, co oznacza, że po dłuższym okresie stabilizacji notowań następuje kolejne silne ich przesunięcie w kierunku dalszej deprecjacji złotego. Jest to najlepiej widoczne na załączonym wykresie CHF/PLN w kompresji miesięcznej, który nie uwzględnia w swoim przebiegu pamiętnych dramatycznych wahań notowań, jest więc maksymalnie przejrzysty i najbardziej wiarygodny pod względem generowania sygnałów. Na wykresie widać wyraźnie trzy etapy wzrostu wartości franka do złotego, oznaczone kolorem czerwonym jako A,B,C. Pierwszy, z poziomu dołka z sierpnia 2008 roku do poziomu oznaczonego jako A, trwał zaledwie pół roku i wyniósł aż 60 proc. Dwa kolejne (B,C) przyniosły z kolei już „tylko” po kilkanaście procent wzrostów helweckiej waluty. W sumie w okresie ponad 8 lat frank podwoił swoją wycenę względem złotego z niespełna 2 do ponad 4 złotych.

Pamiętnego 15 stycznia 2015 roku, po decyzji władz SNB o zaprzestaniu utrzymywania sztywnego kursu franka do euro, notowania CHF/PLN wystrzeliły chwilowo do poziomu 5,20 zł. Jednak na koniec miesiąca frank kosztował już „tylko” 4,03 złotego – przypomina ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Poziom ten, oznaczony na wykresie literą C, przez blisko 2 lata tworzył na wykresie miesięcznym niezwykle silną strefę oporu dla dalszej deprecjacji złotego. Szczęśliwie nieudaną próbę jej pokonania rynek podjął dopiero w listopadzie ub. roku. Trwałe pokonanie poziomu 4.03 zł oznaczałoby i w dalszym ciągu oznacza niemal pewną perspektywę dalszej silnej zwyżki notowań franka do złotego z wszelkimi, trudnymi do przewidzenia konsekwencjami.

Wyk. 1 10-letnie notowania CHF/PLN w kompresji miesięcznej z zaznaczonymi poziomami oporu/wsparcia Źródło:RynekPierwotny.pl

Z kolei trwające już 10 miesięcy umocnienie złotego w odniesieniu do helweckiej waluty jest najdłuższym i jednocześnie najbardziej znaczącym tego typu ruchem od co najmniej ośmiu lat. W połączeniu z zanegowaniem sygnału wybicia z listopada 2016 roku stanowi to dość mocny argument za możliwością trwałego, a więc długoterminowego przesilenia w notowaniach CHF/PLN. Jednoznacznym potwierdzeniem takiego scenariusza będzie dalsze umocnienie złotego, tym razem poniżej poziomu 3,67 zł, oznaczonego linią B. Z kolei powrót powyżej krytycznego na dzień dzisiejszy poziomu 4,03 zł stanie się zapowiedzią najgorszej z możliwych dla frankowców prognoz. Na dziś dzień bardzo trudno jest choćby oszacować prawdopodobieństwo realizacji jednego z tych dwóch scenariuszy, o skrajnie odmiennych skutkach zarówno dla samych frankowców jak i krajowego systemu bankowego.