Informujemy, że w związku z wejściem w życie RODO zmodyfikowaliśmy naszą politykę prywatności ×

Canon EOS M50 – mały aparat o dużych możliwościach

Fot.

Chcesz fotografować aparatem z wymiennymi obiektywami, a jednocześnie nie chcesz nosić torby czy plecaka z kilogramami osprzętu? Dobrym rozwiązaniem będzie dla Ciebie aparat bezlusterkowy. Przez kilka tygodni testowałem przedstawiciela tego gatunku – Canona EOS M50. Sprawdziłem, jak się nim fotografuje, ile kosztuje i jak możesz sfinansować jego zakup.

Jeszcze kilkanaście lat temu jedyną rozsądną alternatywą dla zaawansowanego amatora fotografii była lustrzanka (oczywiście cyfrowa). Jej najważniejszymi „przewagami konkurencyjnymi” w porównaniu do aparatów kompaktowych są wymienne obiektywy oraz większa i lepsza matryca. Sam „przesiadłem się” z aparatu kompaktowego na lustrzankę. Początkowo fotografowałem przy użyciu obiektywu kitowego (tj. tego, który był w komplecie z aparatem), z czasem kupiłem lepsze obiektywy i zamieniłem aparat na „lepszy model”.

Wydawać się mogło, że hegemonia lustrzanek, jako sprzętów dla zaawansowanych fotoamatorów, będzie trwała w nieskończoność (no, może trochę krócej...). Okazało się jednak, że nie. Otóż w 2009 r. Olympus wskrzeszając linię aparatów kompaktowych PEN, pokazał, że w małą obudowę można opakować podzespoły, których nie powstydziłaby się półprofesjonalna lustrzanka.

W 2009 r., wraz z Olympusem PEN, pojawił się nowy „gatunek” aparatów fotograficznych – aparaty bezlusterkowe (z angielskiego zwane „mirrorless”). Latem miałem okazję przetestować jednego z jego przedstawicieli – Canona EOS M50.

Canon EOS M50 – pierwsze wrażenie

Z pudełka wyjąłem niewielki i lekki aparat (korpus bez obiektywu waży zaledwie 390 g). W komplecie były też dwa obiektywy: EF-M 15-45 mm f/3,5-6,3 IS STM + EF-M 55-200 f/4,5-6,3 IS STM, ładowarka i akumulator.

Czy wiesz, że...
Litera „M” w nazwie modelu EOS M50 pochodzi od angielskiego słowa „Mirrorless”, czyli bezlusterkowiec.

Zgodnie z zasadami nazewnictwa stosowanymi przez Canona:
  • im większa jest pierwsza cyfra po „M” tym model jest wyższy, tj. EOS M6 jest lepszy od M5, który z kolei jest lepszy od M3,
  • przy modelach dwu- i trzycyfrowych – także kluczowa jest pierwsza cyfra po „M”, a dodatkowe zera plasują np. M50 zaraz po M5, czyli EOS M5 jest lepszy od M50, ale M50 przewyższa M3. Najniższym modelem jest EOS M100.

Oba obiektywy nie były najjaśniejsze (taka już przypadłość tzw. obiektywów kitowych, tj. sprzedawanych razem z aparatem), ale jako że aparat testowałem w słoneczne letnie dni, zbytnio mi to nie dokuczało.

Jeżeli jednak wolisz fotografować jaśniejszymi obiektywami, mam dla Ciebie dobrą wiadomość – do EOS M50 możesz dokupić adapter EF-EOS M, dzięki któremu otworzy się przed Tobą wszechświat obiektywów z bagnetem EF, czyli tych do „dużego” systemu EOS. I to nie tylko obiektów z logo Canon, ale też „szkieł” producentów niezależnych. Naprawdę jest z czego wybierać.

Korpus Canona EOS M50 przypomina lustrzankę – nad obiektywem, w miejscu gdzie w tego typu aparacie znajdują się lustra lub pryzmat pentagonalny, umieszczony jest wizjer elektroniczny.

Jego obecność w testowanym aparacie bardzo mnie ucieszyła. Owszem, mogę kadrować z wykorzystaniem ekranu na tylnej ściance aparatu, ale jeżeli tylko mam taką możliwość, wolę robić to wykorzystując wizjer. Nawet elektroniczny. Skoro mowa o ekranie – ten w EOS M50 ma przekątną 3 cale, jest dotykowy i można go zamknąć, a wtedy do kadrowania wykorzystywany jest tylko wizjer elektroniczny.

Canon EOS M50 – jak się nim fotografuje?

Akumulator naładowany. Karta pamięci włożona. Czas zacząć praktyczną część testu Canona EOS M50.

Jak napisałem wcześniej, Canon EOS M50 z wyglądu przypomina lustrzankę. Taką, na którą czarodziej z Hogwarthu użył zmniejszającego zaklęcia Reducio. „Lustrzankowatość” tego aparatu powiększa też duży i wygodny (jak na tak niewielki aparat) uchwyt dla prawej dłoni. Jest dobrze wyprofilowany i pokryty chropowatym materiałem, co jeszcze poprawia chwyt.

Kolejny element „lustrzankowatości” małego Canona to wizjer elektroniczny. Mimo tego, że jest niewielki (jego przekątna to 0,39 cala), to jego pole widzenia ogarnia 100 proc. kadru. Patrząc w niego zapominałem, że wyświetlany tam obraz powstaje na matrycy OLED. Kadrowanie przy użyciu wizjera jest bardzo wygodne. Wyświetlają się na nim nie tylko informacje o ekspozycji, ale też elektroniczna poziomica czy histogram. Czyli to samo, co na trzycalowym ekranie LCD z tyłu aparatu. W porównaniu do ekranu wizjer ma jeszcze jedną zaletę – można na nim bez problemu pracować nawet w silnym słońcu, co przy kadrowaniu z użyciem ekranu bywa w takiej sytuacji dość problematyczne.

Skoro mowa o ekranie, to warto wspomnieć, że możesz go obrócić w swoją stronę, co ułatwi Ci zrobienie np. autoportretu, wspólnego zdjęcia ze znajomymi czy nagrywanie vloga. Na ekranie możesz też – co oczywiste – przeglądać zrobione zdjęcia.

Canon EOS M50 nie jest aparatem adresowanym do profesjonalistów. Dlatego też na jego obudowie nie znajdziesz zbyt wielu przycisków. Na górze korpusu znajduje się „zestaw obowiązkowy”, czyli:

  • włącznik,
  • spust migawki otoczony pokrętłem służącym m.in. do ustawiania przysłony czy czasu naświetlania,
  • przycisk funkcyjny,
  • przycisk REC, włączający nagrywanie,
  • pokrętło wyboru trybów, na którym znajdziesz wiele funkcji – od trybu automatycznego, przez scenerie do trybu manualnego.

Z tyłu, po prawej stronie ekranu, znajdziesz wielokierunkowy przycisk służący do:

  • korygowania ekspozycji (w zakresie +/- 3 EV z przyrostem co 1/3 stopnia),
  • obsługi lampy błyskowej,
  • usuwania zdjęć
  • i przełączania między autofocusem a ręcznym ustawianiem ostrości.

W jego centralnym punkcie umieszczony jest przycisk szybkich nastaw Q SET.

Na tylnej ściance znajdziesz też przycisk odtwarzania, włącznik MENU, przycisk INFO oraz przyciski blokady AF i wybierania punktu AF.

Z jednej strony, przycisków tych nie jest zbyt wiele, z drugiej – pod palcami fotografa producent umieścił najbardziej niezbędne przełączniki. Nie odrywając wzroku od wizjera możesz np. skorygować ekspozycję, zmienić punkt AF. Przyciskowi funkcyjnemu możesz z kolei przyporządkować m.in. sterowanie czułością matrycy, balansem bieli czy pomiarem ekspozycji. Do codziennego fotografowania powinno to wystarczyć (a przynajmniej tak mi się wydaje).

Podczas testu najwięcej zdjęć zrobiłem w trybie półautomatycznym preselekcji przysłony (przez Canona nazywanym Av). Wówczas wystarczyło, że przy pomocy pokrętła wybrałem wartość przysłony, a resztą (czyli dobraniem właściwego czasu naświetlania) zajmował się aparat. Jeżeli chciałem skorygować ekspozycję, wystarczyło, że wcisnąłem w górę przycisk wielokierunkowy i kręcąc pokrętłem wybrałem właściwą wartość korekcji.

Podobnie działało to w przypadku fotografowania w trybie ręcznym (M). Najpierw pokrętłem ustawiałem czas naświetlania, a następnie – po wciśnięciu w górę przycisku wielokierunkowego – przy pomocy pokrętła – przysłonę. Nawet jeżeli – tak jak ja – używałeś dotychczas aparatu wyposażonego w dwa pokrętła, nie powinieneś mieć problemu z przestawieniem się na sposób ustawiania parametrów ekspozycji w Canonie (ja do systemu pokrętło – przycisk – pokrętło przyzwyczaiłem się bardzo szybko i zmieniałem parametry ekspozycji bez odrywania oka od wizjera).

Canon EOS M50 – tryby automatyczne

Fotografując Canonem EOS M50 możesz też zdać się całkowicie na automatykę aparatu, wybierając na pokrętle trybów tryb automatyczny.

Możesz też korzystać z optymalnych ustawień np. dla portretu, autoportretu, fotografii krajobrazowej, fotografowania sportu czy żywności (tryb SCN) lub filtry twórcze (np. efekt rybiego oka, efekt miniatury, miękką ostrość, ziarnisty film czarno-biały czy efekt akwareli).

Filmowanie Canonem EOS M50

Podobnie jak inne produkowane obecnie aparaty, tak i EOS M50 może nie tylko robić zdjęcia, ale też nagrywać filmy w rozdzielczości 4K. Film nakręcony bezlusterkowcem Canona może trwać nie dłużej niż 29 minut i 59 sekund, a jego maksymalny rozmiar nie może przekroczyć 4 GB.

Czy wiesz, że...
Dzięki ograniczeniu maksymalnego czasu trwania filmów do 29:59, producenci aparatów fotograficznych muszą płacić 4,5 proc. cła za sprzęty wprowadzane na rynek UE.

Zgodnie z Porozumieniem w sprawie Technologii Informacyjnych (Information Technology Agreement, ITA) urządzenie pozwalające na nagrywanie bez przerw filmów trwających dłużej niż 30 minut jest kamerą.

Filmów – w HD czy w 4K – nie kręciłem. Podczas wakacyjnego pobytu nad Bałtykiem postanowiłem natomiast nakręcić film poklatkowy. Aparat ustawiony na statywie skierowałem w stronę zachodzącego słońca, ustawiłem parametry i nacisnąłem przycisk REC. Po 15 minutach (a przez ten czas zdążyłem nieco zmarznąć) siedmiosekundowy (!) film był gotowy.

Skoro jestem przy filmowaniu – do Canona EOS M50 możesz podłączyć zewnętrzny mikrofon. To znacznie rozszerza filmowe możliwości tego aparatu i sprawia, że może być dobrą propozycją dla blogerów czy vlogerów.

Co Canon EOS M50 ma w środku, czyli dwa łyki techniki

Sercem Canona EOS M50 jest matryca APS-C (CMOS 22,3x14,9 mm) o rozdzielczości 24,1 megapiksela. Matryca ta stosowana jest też m.in. w lustrzankach EOS 250D i EOS 2000D.

Aparat wyposażony jest w procesor obrazu DIGIC 8, który możesz znaleźć też w innych aparatach japońskiego producenta: w dwóch pełnoklatkowych bezlusterkowcach (EOS R i EOS RP), lustrzankach (EOS 250D, EOS 90D i EOS M6 Mark II) i w kompaktowych PowerShot G7 Mark III i G5 X Mark II.

Za ustawianie ostrości i śledzenie „celu” odpowiedzialna jest matryca Dual Pixel CMOS AF.

„Na pokładzie” Canona EOS M50 jest też Wi-Fi. Po zainstalowaniu na swoim smartfonie aplikacji Camera Connect możesz zdalnie sterować aparatem przy pomocy telefonu lub pobierać z aparatu zdjęcia czy filmy i udostępniać je np. w mediach społecznościowych.

Aparat zasilany jest akumulatorem litowo-jonowym LP-E12 o pojemności 875 mAh. To – jakby nie patrzeć – niewiele. W testowym zestawie nie było zapasowego akumulatora i kilka razy zostałem niemile zaskoczony informacją o braku prądu...

Canon EOS M50 – ile kosztuje?

Ceny aparatu sprawdziłem w sklepie na stronie internetowej Canona. I tak:

  • za korpus bez obiektywu trzeba zapłacić 2 638 zł,
  • korpus z obiektywem EF-M 15-45 IS STM możesz kupić za 2 519 zł,
  • za korpus z obiektywami EF-M 15-45 mm IS STM i EF-M 22 mm f/2 STM trzeba zapłacić 3 568 zł,
  • za zestaw składający się z korpusu i dwóch obiektywów: EF-M 15-45 mm IS STM i EF-M 55-200 mm IS STM musiałbyś zapłacić 4 129,99 zł,
  • zestaw składający się z korpusu i obiektywu EF-M 18-150 mm IS STM kosztuje 4 262 zł.

Jeżeli chciałbyś podłączać do swojego Canona EOS M50 obiektywy z bagnetem EF (czyli z „dużego” systemu EOS), powinieneś kupić adapter EF-EOS M, kosztujący 579,99 zł. Cena nie jest mała. Trzeba jednak pamiętać, że w tym adapterze znajduje się elektronika „przenosząca” dane między korpusem a obiektywem.

Wśród dodatkowych akcesoriów do Canona EOS M50 możesz znaleźć m.in. zewnętrzne lampy błyskowe, radiowe wyzwalacze błysku, stereofoniczny mikrofon kierunkowy czy adapter prądu stałego.

Jak sfinansować zakup Canona EOS M50?

To, w jaki sposób możesz sfinansować zakup Canona EOS M50, zależy od tego:

  • jakim zestawem będziesz zainteresowany (dla mnie optymalny jest zestaw składający się z korpusu z obiektywami EF-M 15-45 mm IS STM i EF-M 22 mm f/2 STM i adaptera EF-EOS M),
  • czy chcesz go mieć już teraz,
  • czy też możesz poczekać jeszcze przez kilka miesięcy i w przez ten czas oszczędzić część lub całość pieniędzy.

Zakładając, że chcesz kupić zestaw z obiektywami EF-M 15-45 mm IS STM i EF-M 22 mm f/2 STM i adapterem EF-EOS M, powinieneś się przygotować na wydatek rzędu 4 148 zł.
Jeżeli na nowy aparat możesz poczekać jeszcze przez kilka miesięcy, masz do wyboru dwa rozwiązania (od Ciebie zależy czy skorzystasz z obu czy z jednego z nich):

  • odkładanie pieniędzy na aparat na koncie oszczędnościowym. Jeżeli będziesz wpłacał na nie co miesiąc 250 zł, to aparat będziesz mógł kupić po szesnastu miesiącach. Wpłacając na rachunek 300 zł miesięcznie, skrócisz czas oszczędzania o ok. 3 miesiące, a zasilając konto kwotą 400 zł miesięcznie, aparat będzie Twój już po 10 miesiącach. Wybór należy do ciebie. Na koncie oszczędnościowym możesz zyskać nawet 2,8 proc. rocznie,
  • założyć cel. Rozwiązanie to polega na tym, że każda płatność kartą debetową i każdy przelew będzie powiększona o wybraną przez ciebie kwotę (np. 5 zł), która będzie trafiała na specjalny rachunek. Do dalszego oszczędzania będzie cię motywować możliwość śledzenia postępów w aplikacji mobilnej banku. Jeżeli będziesz chciał szybciej uzbierać założoną przez siebie kwotę, możesz też dodatkowo zasilać swój cel (np. kwotą 100 zł miesięcznie). Z tego sposobu oszczędzania możesz skorzystać zakładając eKonto osobiste w mBanku. Podobne rozwiązanie (Smart Saver) dostępne jest też dla posiadaczy Konta Direct w ING.

Jeżeli chciałbyś kupić aparat już teraz i zabrać go ze sobą np. na święta czy sylwestrowy wyjazd ze znajomymi, możesz skorzystać z produktu finansowego „wielokrotnego użytku”, czyli karty kredytowej. Płacąc kartą korzystasz z limitu kredytowego przyznanego przez bank. Spłacając zadłużenie przed upływem okresu bezodsetkowego, nie płacisz odsetek. Banki oferujące karty kredytowej umożliwiają też rozłożenie zadłużenia na wygodne miesięczne raty.

Jeśli nie masz jeszcze karty kredytowej i chciałbyś ją wyrobić, możesz skorzystać z promocji i zyskać np.:

Canon EOS M50 świetnie sprawdzi się jako aparat dla zaawansowanego fotoamatora, któremu nie wystarcza już aparat kompaktowy (nawet zaawansowany) i który chce korzystać z zalet wymiennej optyki, nie chcąc jednocześnie nosić ze sobą lustrzanki. Bezlusterkowy Canon to też dobra opcja na drugi aparat dla posiadacza lustrzanki (zwłaszcza z rodziny EOS D) czy osoby kręcącej krótkie materiały wideo na swojego bloga.

Gdybym szukał alternatywy dla lustrzanki cyfrowej, to mój wybór prawdopodobnie padłby właśnie na Canona EOS M50. Na początek mógłbym kupić zestaw, o którym wspomniałem powyżej, a z czasem, rozszerzać „stan posiadania” o nowe obiektywy z mocowaniem EF. A tych – jak napisałem na początku artykułu – jest mnóstwo.