Ceny w sklepach wyraźnie wyhamowały: w lipcu 2026 r. inflacja sklepowa spadła do 1,9 proc. rok do roku. To najniższy wynik w historii badania, ale kluczowy jest jeden szczegół: ten korzystny trend może nie potrwać długo.
Dla kupujących oznacza to chwilę oddechu przy kasie, zwłaszcza po wcześniejszych miesiącach podwyżek. Eksperci wskazują jednak, że w kolejnych miesiącach koszty paliw, logistyki i produkcji mogą znów zacząć mocniej wpływać na ceny.
Najważniejsze informacje
- Inflacja sklepowa w lipcu wyniosła 1,9 proc. rdr, wobec 2,7 proc. w czerwcu i 3,4 proc. w maju.
- Sama żywność zdrożała o 1,2 proc. rdr, po 1,9 proc. w czerwcu i 2,4 proc. w maju.
- Badanie objęło 100 najczęściej kupowanych produktów z 17 kategorii.
- Porównano ponad 103 tys. cen z ponad 47,3 tys. sklepów należących do 64 sieci.
- Dane różnią się od CPI GUS, bo koszyk GUS obejmuje także m.in. usługi, energię i materiały budowlane.
Ceny hamują, ale obraz nie jest jednoznaczny
Według indeksu UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito lipiec przyniósł najniższy odczyt inflacji sklepowej w historii tego badania. Spowolnienie widać nie tylko w całym koszyku produktów codziennego użytku, lecz także w samej żywności.
To może oznaczać dużą zmianę dla gospodarstw domowych, które przez długi czas odczuwały szybkie wzrosty cen. Niższe tempo podwyżek nie oznacza jednak, że zakupy realnie stały się tańsze — ceny nadal rosną, tylko wolniej.
Dlaczego dane sklepowe różnią się od inflacji GUS?
W lipcu inflacja CPI według GUS wzrosła z 2,5 proc. do 3 proc., podczas gdy inflacja sklepowa spadła. Ta rozbieżność nie jest sprzecznością, lecz wynika z innego zakresu pomiaru.
Indeks sklepowy obejmuje ceny regularne i promocyjne produktów najczęściej kupowanych w sklepach, m.in. w dyskontach, hipermarketach, supermarketach, sklepach convenience oraz sieciach cash&carry. CPI GUS uwzględnia szerszy koszyk, w którym znajdują się także usługi, energia czy materiały budowlane.
Jeden szczegół wspiera niższe ceny żywności
Na wyhamowanie cen żywności wpływa m.in. sytuacja po stronie producentów. W maju ceny produkcji przemysłu spożywczego były niższe o 4 proc. rok do roku, co sprzyja ograniczaniu presji na półkach sklepowych.
Dla części konsumentów to realna ulga, bo żywność jest jedną z najbardziej odczuwalnych pozycji w domowym budżecie. Sprawa budzi jednak emocje, ponieważ obecne spowolnienie może okazać się tylko przejściowe.
Co może odwrócić korzystny trend?
Eksperci wskazują kilka ryzyk, które mogą podbić koszty w kolejnych miesiącach. Wśród nich są kilkunastoprocentowy wzrost podaży pieniądza według NBP, droższe paliwa po wygaśnięciu w czerwcu pakietu CPN oraz ryzyka geopolityczne.
Jeżeli wzrosną koszty transportu, logistyki i produkcji, presja może przełożyć się nie tylko na żywność, ale też na inne towary i usługi. To nie jest przesądzone, ale dla kupujących oznacza niepewność przy planowaniu wydatków.
Co to oznacza dla Twojego koszyka?
Jeśli gospodarstwo wydaje na produkty objęte takim koszykiem 2000 zł miesięcznie, wzrost cen o 1,9 proc. nie oznacza automatycznie, że każdy zapłaci dokładnie 38 zł więcej. Indeks pokazuje średnią zmianę cen badanych produktów, a indywidualny koszyk każdego gospodarstwa wygląda inaczej.
Co to oznacza dla kupujących?
W praktyce lipcowe dane dają konsumentom chwilowe wyhamowanie podwyżek, zwłaszcza przy produktach codziennego użytku. Część osób może sporo zyskać, jeśli niższa dynamika cen utrzyma się przy regularnych zakupach.
Dla innych to ryzyko realnej straty w kolejnych miesiącach, jeśli paliwa, logistyka i produkcja ponownie podniosą ceny. Warto uważnie śledzić rachunki, bo obecny oddech przy kasie może być tylko krótką przerwą przed kolejną zmianą.
0 Komentarze