Masło za mniej niż złotówkę przyciągnęło uwagę nie tylko klientów, ale też UOKiK. Po skardze „Społem” urząd ma sprawdzić, czy promocje w Biedronce i Lidlu nie naruszają zasad konkurencji.
Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Spożywców „Społem” chce, aby urząd sprawdził promocje w Biedronce i Lidlu. Zawiadomienie opisano 18 maja 2026 r., a kluczowy jest jeden szczegół: relacja między ceną na półce a ceną zakupu. Dla klientów to okazja do tańszych zakupów, ale część rynku ostrzega, że długotrwała wojna cenowa może osłabić mniejsze sklepy.
Najważniejsze informacje
- W promocjach Biedronki i Lidla 200-gramowa kostka masła była oferowana nawet za 88 gr.
- Według „Społem” ceny 0,99–1,99 zł mogą odbiegać od realiów rynkowych.
- UOKiK ma ocenić, czy działania dyskontów mogą naruszać uczciwą konkurencję lub zbiorowe interesy konsumentów.
- Dla porównania w Aldi i Netto cena masła pozostała bez zmian względem marca i wynosiła 4,99 zł za kostkę.
- Najbardziej wrażliwe na tak głębokie obniżki mogą być mniejsze sklepy, które nie są w stanie ich kopiować.
Masło za mniej niż złotówkę wywołało reakcję UOKiK
Według „Społem” dyskonty mogą wykorzystywać masło jako produkt przyciągający klientów. Taka cena działa mocno: część osób może sporo zyskać przy kasie, zwłaszcza gdy podstawowy produkt spożywczy kosztuje mniej niż złotówkę.
Problem polega na tym, że bardzo niska cena jednego produktu może mieć znaczenie szersze niż sama promocja. Jeśli klient przychodzi po tanie masło, często robi też inne zakupy w tym samym sklepie.
Regularna cena masła w ostatnich miesiącach często przekraczała 6–8 zł za kostkę, dlatego promocje poniżej 1 zł wzbudziły tak duże zainteresowanie.
Nie cały rynek bierze udział w wojnie cenowej
Porównanie z innymi sieciami pokazuje, że obniżki nie rozlały się równomiernie na cały handel. W Aldi i Netto cena masła wynosiła 4,99 zł i nie zmieniła się względem marca.
To właśnie ten kontrast wzmacnia pytanie, czy wyjątkowo niskie ceny w największych dyskontach mieszczą się w realiach rynkowych. UOKiK ma sprawdzić nie same emocje wokół promocji, lecz konkretne relacje cen detalicznych i cen zakupu.
Kto może zyskać, a kto stracić?
Najbardziej widoczny zysk mają dziś konsumenci, którzy trafiają na promocję i płacą za masło ułamek regularnej ceny. Przy tak podstawowym produkcie różnica jest natychmiast odczuwalna w domowym paragonie.
Dla innych to ryzyko realnej straty. Mniejsze placówki mogą nie mieć możliwości zaoferowania podobnych obniżek, a to może osłabiać ich pozycję wobec dużych sieci.
Co sprawdzi UOKiK?
Urząd ma ocenić, czy promocje mogą stanowić czyn nieuczciwej konkurencji albo naruszać zbiorowe interesy konsumentów. Na tym etapie sprawa dotyczy oceny działań dyskontów, a nie przesądzonego rozstrzygnięcia.
Kluczowe będzie ustalenie, jak ceny detaliczne mają się do cen zakupu. To może oznaczać dużą zmianę w ocenie podobnych promocji, jeśli urząd uzna, że tak głębokie obniżki wpływają na warunki konkurencji.
Czy tanie promocje mogą zniknąć?
W krótkim terminie sprawa jest prosta: tanie masło oznacza niższy rachunek. W dłuższym terminie znaczenie może mieć jednak to, czy takie promocje osłabiają lokalne sklepy i ograniczają konkurencję.
Od oceny UOKiK może zależeć, jak podobne akcje będą postrzegane na rynku. Warto policzyć skutki, zanim pojawią się decyzje, bo dzisiejsza oszczędność może mieć znaczenie dla przyszłej dostępności sklepów i poziomu cen.
0 Komentarze