Klientka PKO BP straciła 96 tys. zł po wielogodzinnym vishingu, choć operacje wykonano formalnie w oddziale i z jej dyspozycji. Sprawa budzi emocje, bo pokazuje, jak cienka bywa granica między świadomą decyzją a działaniem pod presją oszustów.
Oszuści podszywali się pod pracowników banku i instytucji publicznych. Kobieta była przekonana, że działa w swoim interesie, a bank uznał, że jej dyspozycje przebiegały zgodnie z procedurami.
Najważniejsze informacje
- Klientka jednego dnia zaciągnęła 80 tys. zł pożyczki gotówkowej.
- Założyła nowe konto, wypłaciła gotówkę, a potem pobrała jeszcze 16 tys. zł oszczędności z drugiego rachunku.
- W oddziale tłumaczyła, że pieniądze są na samochód dla męża jako prezent z okazji rocznicy ślubu.
- PKO BP uznał, że dyspozycje były zgodne z wolą klientki i procedurami.
- Ostatnia wypłata miała nastąpić 10 kwietnia o 17:58, a zgłoszenie na infolinii zarejestrowano o 18:28.
Wielogodzinny vishing i jedna seria operacji
Według opisu sprawy kobieta przez wiele godzin była pod wpływem rozmów telefonicznych prowadzonych przez oszustów. Mechanizm był typowy dla vishingu: rozmówcy mieli podszywać się pod osoby budzące zaufanie, w tym pracowników banku i instytucji publicznych.
W efekcie klientka PKO BP wykonała sekwencję działań, której — jak podkreśla rodzina — wcześniej nie podejmowała. Chodziło nie tylko o pożyczkę gotówkową, lecz także o założenie nowego rachunku i wypłaty gotówki.
Bank uznał, że wszystko wyglądało naturalnie
PKO BP ocenił, że operacje były zgodne z wolą klientki oraz obowiązującymi procedurami. Kobieta miała zachowywać się spokojnie i naturalnie, a w oddziale podała wyjaśnienie, że środki są przeznaczone na zakup samochodu dla męża.
To właśnie ten element sprawia, że sprawa jest szczególnie trudna. Formalnie klientka sama składała dyspozycje, ale rodzina wskazuje, że nigdy wcześniej nie brała kredytów gotówkowych ani nie wykonywała podobnej sekwencji operacji.
Kluczowe mogły być minuty
Ostatnia wypłata miała nastąpić 10 kwietnia o 17:58. Mąż klientki zadzwonił na infolinię o 18:05, ale zgłoszenie zostało zarejestrowane dopiero o 18:28, po około 20 minutach oczekiwania.
Ten szczegół pokazuje praktyczne ryzyko dla klientów. Gdy pieniądze są wypłacane fizycznie, a decyzje zapadają pod presją rozmówców po drugiej stronie telefonu, standardowa ścieżka kontaktu z bankiem może okazać się zbyt wolna.
Co to oznacza dla klientów banków?
Sprawa pokazuje, że nawet operacje przeprowadzone w oddziale mogą być skutkiem manipulacji. Dla klienta najgroźniejsze jest to, że z zewnątrz wszystko może wyglądać poprawnie: dokumenty są podpisane, dyspozycje jasne, a zachowanie spokojne.
Praktyczny wniosek jest prosty: przy nietypowych poleceniach telefonicznych, presji czasu i prośbach o wypłaty gotówki ryzyko realnej straty jest bardzo wysokie. Gdy w grę wchodzą dziesiątki tysięcy złotych, każda minuta i każda wątpliwość mogą mieć znaczenie.
0 Komentarze