Frankowicze liczący na przedawnienie roszczeń banków właśnie dostali ważny sygnał z Luksemburga. TSUE uznał, że trzyletni termin na dochodzenie przez bank zwrotu kapitału nie biegnie od wypłaty kredytu, lecz od chwili, gdy klient zakwestionuje ważność umowy.
Wyrok z 2 lipca 2026 r. w połączonych sprawach C-261/25 Ścierbek i C-262/25 Drózdzik może utrudnić frankowiczom skuteczne podnoszenie zarzutu przedawnienia. Sprawa budzi emocje, bo w tle było żądanie Banku BPH dotyczące zapłaty 460 tys. zł wraz z odsetkami.
Najważniejsze informacje
- TSUE uznał, że termin przedawnienia roszczenia banku biegnie od pierwszego zakwestionowania umowy przez konsumenta.
- Termin nie może biec ani od wypłaty kredytu, ani od wpisu podobnych klauzul do rejestru postanowień niedozwolonych.
- Banki mają co do zasady 3 lata na dochodzenie zwrotu kapitału od tego momentu.
- Frankowicze będą mieli mniejsze szanse na skuteczne powołanie się na przedawnienie.
- Każdą sprawę nadal będzie oceniał sąd, więc wynik nie jest automatyczny.
Jeden szczegół okazał się decydujący
TSUE wskazał, że dopóki konsument nie powoła się wobec banku na ochronę wynikającą z dyrektywy 93/13 i nie wyrazi woli ustalenia nieważności umowy, bank nie dysponuje jeszcze roszczeniem o zwrot kapitału. To właśnie ten moment uruchamia bieg terminu przedawnienia.
Trybunał odrzucił podejście, zgodnie z którym termin mógłby być liczony od samej wypłaty kredytu. Nie wystarczy też, że podobne klauzule zostały wcześniej wpisane do rejestru postanowień niedozwolonych.
Co zmienia wyrok?
- bank ma co do zasady 3 lata od zakwestionowania umowy,
- termin nie biegnie od wypłaty kredytu,
- nie wystarczy powołać się na stare orzecznictwo,
- każda sprawa nadal będzie oceniana indywidualnie.
Spór o 460 tys. zł i zarzut przedawnienia
Jedna ze spraw dotyczyła żądania Banku BPH, który domagał się od kredytobiorców zapłaty 460 tys. zł wraz z odsetkami. Kredytobiorcy bronili się zarzutem przedawnienia roszczenia banku.
Wyrok TSUE przesądza, że takiego zarzutu nie można opierać wyłącznie na tym, kiedy bank wypłacił kredyt albo kiedy w obrocie prawnym pojawiły się wcześniejsze rozstrzygnięcia dotyczące podobnych klauzul. Dla wielu sporów frankowych to może oznaczać dużą zmianę w ocenie ryzyka.
Kto może zyskać, a kto stracić?
Dla banków rozstrzygnięcie jest korzystne, bo ogranicza możliwość twierdzenia, że ich roszczenia o zwrot kapitału przedawniły się już dawno temu. W praktyce wzmacnia to ich pozycję w sporach, w których umowa frankowa jest kwestionowana jako nieważna.
Dla frankowiczów oznacza to większą ostrożność przy ocenie skutków procesu. Część osób może nadal podnosić zarzut przedawnienia, ale po tym wyroku będzie on trudniejszy do obrony, jeżeli bank wystąpił z roszczeniem w ciągu 3 lat od zakwestionowania umowy przez konsumenta.
Co to oznacza w praktyce?
Najważniejsza konsekwencja jest prosta: przy sporach frankowych trzeba ustalić, kiedy konsument po raz pierwszy zakwestionował umowę wobec banku. Od tej daty co do zasady liczy się 3-letni termin na dochodzenie przez bank zwrotu kapitału.
Wyrok nie rozstrzyga wszystkich sporów frankowych, ale wskazuje, od jakiego momentu należy liczyć przedawnienie roszczeń banku. Dla osób prowadzących procesy z bankami oznacza to, że jeszcze większego znaczenia nabiera dokładne ustalenie chronologii wydarzeń i treści korespondencji z bankiem.
0 Komentarze