Ceny mieszkań w maju 2026 r. nadal rosły nominalnie, ale tempo podwyżek wyraźnie słabnie. Dla kupujących to może oznaczać większą przestrzeń do negocjacji, zwłaszcza tam, gdzie ofert jest więcej.
Rynek wysyła dziś dwa różne sygnały: ogłoszenia w wielu miejscach wciąż pokazują wysokie ceny, ale dane transakcyjne wskazują już na ochłodzenie. Kluczowy jest jeden szczegół: coraz większa różnica między ceną z ogłoszenia a kwotą wpisaną w akcie notarialnym.
Najważniejsze informacje
- Indeks cen mieszkań Cenatorium dla Bankier.pl wzrósł w maju do 119,36 pkt.
- Rocznie indeks był wyższy o 3,11 pkt, ale miesięczne wzrosty wyraźnie hamują.
- W Krakowie, Gdyni i Poznaniu pojawiły się korekty cen ofertowych na rynku pierwotnym i wtórnym.
- NBP pokazał spadek średniej ceny transakcyjnej na siedmiu największych rynkach wtórnych do 13 477 zł/mkw.
- Ceny działek budowlanych nadal rosną; ich indeks wzrósł do 158,58 pkt.
Wzrost cen mieszkań słabnie
Majowe dane pokazują, że mieszkania wciąż nominalnie drożeją, ale rynek traci impet. Indeks cen mieszkań Cenatorium dla Bankier.pl wyniósł 119,36 pkt, czyli o 0,34 pkt więcej niż w kwietniu.
Na największych rynkach poza Warszawą indeks wzrósł do 133,95 pkt. Był to jednak najsłabszy miesięczny wzrost w 2026 r., co dla części kupujących może być pierwszym sygnałem, że sprzedający nie mają już tak dużej przewagi jak wcześniej.
Lokalne spadki już się pojawiły
Najbardziej widoczne napięcie widać w dużych miastach, gdzie część cen ofertowych zaczęła się cofać. Korekty odnotowano w Krakowie, Gdyni i Poznaniu, zarówno przy nowych mieszkaniach, jak i lokalach z drugiej ręki.
W Gdańsku nowe mieszkania potaniały średnio o 1 proc. miesiąc do miesiąca, podczas gdy lokale na rynku wtórnym podrożały o 0,2 proc. W Warszawie oferta deweloperska spadła o 1,5 proc. m/m, a rynek wtórny ustabilizował się po kwietniowym wzroście o 2 proc.
Ceny z ogłoszeń i aktów notarialnych coraz bardziej się rozjeżdżają
Sprawa budzi emocje, bo coraz częściej widać różnicę między tym, czego oczekują sprzedający, a tym, ile faktycznie płacą kupujący. W I kwartale 2026 r. różnice między cenami ofertowymi i transakcyjnymi w dużych miastach sięgały od niespełna 9 proc. w Katowicach do ponad 17 proc. w Gdańsku.
Dane NBP dodatkowo wzmacniają ten obraz. Średnia cena transakcyjna na siedmiu największych rynkach wtórnych spadła do 13 477 zł/mkw., mimo że ceny widoczne w ogłoszeniach rosły. To pokazuje, że sama cena ofertowa coraz rzadziej wystarcza do oceny realnej sytuacji na rynku.
Kto może zyskać, a kto musi uważać?
Dla kupujących oznacza to bardziej wymagający, ale potencjalnie korzystniejszy moment. Tam, gdzie mieszkanie nie znajduje się w najbardziej pożądanej lokalizacji, argumenty do negocjacji mogą być silniejsze niż kilka miesięcy wcześniej.
Dla sprzedających to ryzyko realnej straty czasu, jeśli cena z ogłoszenia będzie oderwana od tego, co kupujący są gotowi zapłacić. W praktyce coraz ważniejsze staje się porównywanie nie tylko ofert, ale też poziomów transakcyjnych.
Co to oznacza w praktyce dla kupujących?
Największa zmiana dotyczy mieszkań, nie gruntów. Przy lokalach mieszkalnych kupujący mogą częściej testować niższe oferty i sprawdzać, czy sprzedający jest gotów zejść z ceny.
Inaczej wygląda sytuacja na rynku działek budowlanych. Indeks cen gruntów wzrósł w maju do 158,58 pkt, o 0,79 pkt względem kwietnia i o 3,17 pkt rok do roku, kontynuując niemal trzyletni trend zwyżkowy.
Dlatego przed decyzją warto policzyć skutki i porównać lokalny rynek bardzo dokładnie. Przy mieszkaniach część osób może sporo zyskać na negocjacjach, ale przy działkach presja cenowa wciąż pozostaje wyraźna.
0 Komentarze