Private banking w Europie wchodzi w etap dużej zmiany, a dla rodzin z dużym majątkiem kluczowe staje się nie tylko pomnażanie kapitału, lecz także jego odporność. Według podejścia wskazywanego przez UniCredit, trzymanie 80–90 proc. majątku w jednej firmie, kraju lub walucie może być dziś coraz większym ryzykiem.
Zmiana dotyczy zwłaszcza Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie do kolejnego pokolenia zaczynają przechodzić majątki budowane od początku transformacji gospodarczej. Sprawa budzi emocje, bo chodzi nie o teorię inwestycyjną, lecz o realne decyzje rodzin, właścicieli firm i ich następców.
Najważniejsze informacje
- Private banking zmieniają sukcesja majątków, cyfryzacja i nowe źródła kapitału z technologii, e-commerce, fintechów oraz energetyki.
- Młodsi klienci oczekują modelu hybrydowego: cyfrowego dostępu do danych i kontaktu z ekspertem przy kluczowych decyzjach.
- UniCredit wskazuje model, w którym do 70 proc. majątku może stanowić bezpieczny fundament.
- Około 30 proc. portfela może pełnić rolę „silnika wzrostu”, m.in. przez private equity, private credit i infrastrukturę.
- Największym problemem dla wielu rodzin może być nadmierna koncentracja aktywów w jednym kraju, walucie lub firmie.
Stare zasady bezpieczeństwa już nie wystarczają
Po pandemii, skoku inflacji, wojnie w Ukrainie i wzroście napięć geopolitycznych bezpieczeństwo finansowe jest rozumiane inaczej niż wcześniej. Nie chodzi już wyłącznie o brak nominalnych strat, lecz o to, czy majątek przetrwa różne scenariusze ryzyka.
Dlatego coraz większe znaczenie ma dywersyfikacja geograficzna, walutowa i między klasami aktywów. Dla jednych to może oznaczać dużą zmianę w sposobie zarządzania rodzinnym kapitałem, dla innych ryzyko realnej straty, jeśli decyzje zostaną odłożone zbyt długo.
Młodsze pokolenie chce banku w telefonie, ale nie rezygnuje z eksperta
Starsze pokolenie zamożnych klientów nadal ceni osobistą relację z bankierem. To relacja oparta na zaufaniu, historii kontaktów i zrozumieniu rodzinnego majątku.
Młodsi spadkobiercy oczekują jednak czegoś więcej: stałego cyfrowego dostępu do portfela, danych i analiz. Jednocześnie przy decyzjach dotyczących inwestycji, finansowania, sukcesji, płynności czy struktur międzynarodowych nadal potrzebują eksperta. Kluczowy jest jeden szczegół: model ma być hybrydowy, a nie wyłącznie cyfrowy.
Rynki prywatne kuszą wzrostem, ale wymagają selekcji
Zamożni inwestorzy wciąż opierają portfele na akcjach i obligacjach, ale coraz częściej uzupełniają je o aktywa spoza publicznych rynków. W grę wchodzą m.in. private equity, private credit, infrastruktura, AI, centra danych, energetyka, sieci przesyłowe i infrastruktura cyfrowa.
To obszary, w których część osób może sporo zyskać, ale nie są one prostym zamiennikiem tradycyjnych inwestycji. Ograniczona płynność, wybór zarządzających i kontrola ryzyka sprawiają, że potrzebny jest dostęp instytucjonalny oraz zaplecze do oceny jakości inwestycji.
Wyobraźmy sobie właściciela firmy, którego 85 proc. majątku stanowią udziały w jednym przedsiębiorstwie. Jeśli firma działa głównie w Polsce, a jej przychody i wartość zależą od jednego rynku, właściciel jest jednocześnie narażony na ryzyko biznesowe, geograficzne i walutowe. Dywersyfikacja nie musi oznaczać sprzedaży rodzinnej firmy, ale może oznaczać budowanie pozostałej części majątku w innych klasach aktywów i jurysdykcjach.
Co to oznacza dla rodzin z dużym majątkiem?
Najbardziej praktyczna konsekwencja dotyczy rodzin, których większość kapitału nadal jest skoncentrowana w jednej firmie, walucie albo jurysdykcji. Jeśli taka koncentracja obejmuje 80–90 proc. majątku, może stać się słabym punktem całej strategii.
W praktyce oznacza to, że sukcesja nie zaczyna się w momencie przekazania majątku dzieciom. Przy dużych aktywach przygotowania mogą obejmować strukturę własności firmy, płynność, podatki, inwestycje i sposób zarządzania majątkiem przez kolejne pokolenie. Im większa koncentracja kapitału w jednym miejscu, tym ważniejsze staje się sprawdzenie, jak taki majątek zachowa się w różnych scenariuszach.
0 Komentarze