Wielu kupujących liczyło, że większa liczba ofert i słabszy wzrost cen wreszcie przyniosą przeceny mieszkań. Marcowe dane pokazują jednak bardziej skomplikowany obraz: rynek wyhamował, ale sprzedający nadal niechętnie schodzą z cen.
Kluczowy jest jeden szczegół: indeksy pokazują spowolnienie, ale ogłoszenia nie zawsze idą w tym samym kierunku. To oznacza, że realna cena zakupu może zależeć od negocjacji, stanu lokalu i presji sprzedającego.
Najważniejsze informacje
- Ogólnopolski indeks Cenatorium wyniósł w marcu 118,82 pkt, czyli o 0,15 pkt więcej niż miesiąc wcześniej.
- Dla Krakowa, Trójmiasta, Wrocławia, Poznania i Łodzi bez Warszawy indeks wzrósł do 133,46 pkt.
- W marcu udzielono 28,7 tys. kredytów hipotecznych, o 23,7 proc. więcej niż w lutym.
- Oferta deweloperska pozostawała wysoka: 60 tys. lokali, często gotowych do odbioru.
- Indeks działek budowlanych wzrósł do 157,23 pkt, co pokazuje, że ten segment nadal może drożeć.
Indeksy zwolniły, ale rynek nie zrobił kupującym prezentu
Marcowe dane pokazują spokojniejsze tempo wzrostu cen mieszkań, ale nie oznaczają automatycznego zwrotu na korzyść kupujących. Ogólnopolski indeks był o 2,85 pkt wyższy niż rok wcześniej, a w największych miastach poza Warszawą wzrost roczny wyniósł 3,51 pkt.
To napięcie budzi emocje, bo wielu nabywców liczyło, że większa oferta i słabsza dynamika cen przełożą się na szybkie obniżki. Tymczasem rynek wysyła mieszane sygnały: indeksy hamują, ale część ogłoszeń nadal idzie w górę.
Rynek wtórny trzyma ceny, deweloperzy mają więcej przestrzeni
Na rynku wtórnym stawki ofertowe we Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi, Krakowie i Gdańsku wzrosły w marcu o 0,5–2,5 proc. miesiąc do miesiąca. Dla osób szukających używanego mieszkania to może oznaczać większą presję czasu, ale niekoniecznie brak pola do rozmów.
Inaczej wyglądała część rynku pierwotnego. W Gdańsku, Krakowie i Łodzi wyceny nowych lokali spadły średnio o 1,5 proc. miesiąc do miesiąca, natomiast we Wrocławiu wzrosły, a w Poznaniu szczególnie mocno — o około 4 proc.
Kredyty hipoteczne odbiły. Nie wszystkie oznaczają nowe zakupy
Popyt wspierały kredyty hipoteczne. W marcu banki udzieliły ich o 58,6 proc. więcej niż rok wcześniej, co pokazuje, że kupujący znów aktywniej wrócili do finansowania mieszkań długiem.
Jednocześnie w I kwartale 2026 r. aż 30 proc. sprzedaży stanowiły refinansowania. To ważne, bo część statystyk kredytowych nie musi oznaczać nowych transakcji mieszkaniowych, ale zmianę finansowania już istniejących zobowiązań.
Warszawa idzie własnym rytmem
W Warszawie indeks Cenatorium wyniósł 130,98 pkt, rosnąc o 0,25 pkt miesiąc do miesiąca i o 3,91 pkt w skali roku. Stolica nadal pozostaje więc rynkiem, na którym spowolnienie nie oznacza wyraźnego cofnięcia cen.
Różnice widać jednak między segmentami. Oczekiwania deweloperów wzrosły o 3,2 proc., podczas gdy rynek wtórny zanotował spadek o 0,5 proc. miesiąc do miesiąca.
Czy warto jeszcze czekać z zakupem mieszkania?
Marcowe dane nie dają jednoznacznej odpowiedzi. W części miast rynek wyraźnie wyhamował, ale właściciele mieszkań nadal próbują utrzymywać wysokie ceny ofertowe. Dlatego coraz większe znaczenie mają negocjacje i wybór konkretnego segmentu rynku.
Co to oznacza dla kupujących?
Dla kupującego najważniejszy wniosek jest prosty: cena z ogłoszenia nie musi być ceną transakcyjną. Przy lokalach do remontu, długo wystawionych albo przewartościowanych aktywne negocjowanie może zdecydować o realnej oszczędności.
Eksperci zwracają uwagę, że rynek coraz mocniej rozjeżdża ceny ofertowe i transakcyjne. Mieszkania długo wystawione, wymagające remontu lub źle wycenione mogą dawać przestrzeń do większych negocjacji niż jeszcze rok temu.
Wysoka oferta deweloperska, zwłaszcza lokale gotowe do odbioru, zwiększa szanse na rabaty lub pakiety wykończeniowe. Z drugiej strony działki budowlane nadal drożeją, więc odkładanie decyzji w tym segmencie może mieć koszt — warto policzyć skutki, zanim pojawią się decyzje.
0 Komentarze