Możliwy powrót do dyskusji o wieku emerytalnym może wywołać duże emocje. W debacie pojawił się pomysł wspólnego progu dla kobiet i mężczyzn na poziomie 62–64 lat.
Ministra funduszy i polityki regionalnej oraz szefowa Polski 2050 podkreśliła, że to jej osobiste stanowisko, a nie zapis umowy koalicyjnej rządu Donalda Tuska. Sprawa budzi emocje, bo dotyczy nie tylko daty przejścia na emeryturę, ale też wysokości świadczeń i dopłat z podatków. Dla osób zbliżających się do wieku emerytalnego nawet kilka dodatkowych lat pracy może oznaczać dużą zmianę planów finansowych i rodzinnych.
Najważniejsze informacje
- Obecnie wiek emerytalny wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.
- Pełczyńska-Nałęcz wskazała, że 5-letnia różnica jest według niej niespotykana w Europie.
- Rozważany kierunek to poziom „pomiędzy 60 a 65”, np. 62 lub 64 lata.
- W marcu 2026 r. sejmowa Komisja do Spraw Petycji analizowała petycję o zrównanie wieku na poziomie 62 lat.
- MRPiPS wskazało, że obecnie nie ma przesłanek do zmian, a TK uznał model 60/65 za zgodny z Konstytucją i prawem UE.
Pełczyńska-Nałęcz wskazuje kierunek, ale decyzji nie ma
Wypowiedź z 14 maja 2026 r. nie oznacza przyjęcia projektu ani decyzji rządu. Pełczyńska-Nałęcz zaznaczyła, że mówi we własnym imieniu, a zrównanie wieku emerytalnego nie jest punktem umowy koalicyjnej.
Jej propozycja nie zakłada prostego podniesienia wieku wszystkich do 65 lat. Wskazała wariant pośredni: podniesienie wieku kobiet i ewentualne niewielkie obniżenie wieku mężczyzn, tak aby wspólny próg znalazł się między obecnymi granicami.
Kluczowy jest jeden szczegół: demografia i pieniądze
Argument za zmianą dotyczy finansowania systemu emerytalnego. Niższy wiek przechodzenia na emeryturę oznacza dłuższy okres pobierania świadczeń, a w przypadku kobiet także ryzyko niższych emerytur.
Pełczyńska-Nałęcz zwracała uwagę, że do systemu już dziś dopłacane są z budżetu dziesiątki miliardów złotych rocznie. Zwolennicy zmian argumentują, że bez reformy rosnące koszty systemu emerytalnego mogą w kolejnych latach coraz mocniej obciążać budżet państwa i podatników.
Kto może zyskać, a kto stracić?
Dla części kobiet późniejsze przejście na emeryturę mogłoby oznaczać wyższe przyszłe świadczenie, bo dłuższa praca wpływa na kapitał emerytalny. Dla innych to ryzyko realnej straty w czasie wolnym od pracy i konieczność dłuższej aktywności zawodowej.
Wariant obniżenia wieku mężczyzn do wspólnego progu mógłby z kolei zmienić moment przechodzenia na emeryturę także dla nich. Kluczowe pozostaje jednak to, że nie ma jeszcze rządowej decyzji ani przyjętego projektu zmian.
Sejm analizował petycję, resort był sceptyczny
W marcu 2026 r. sejmowa Komisja do Spraw Petycji zajmowała się petycją w sprawie zrównania wieku emerytalnego na poziomie 62 lat. Proponowano stopniowe dochodzenie do nowego progu po 6 miesięcy rocznie.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazało jednak, że obecnie nie ma przesłanek do zmian. Przypomniano też wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 15 lipca 2010 r., który uznał obecny model 60/65 za zgodny z art. 32 i 33 Konstytucji oraz prawem UE.
Co to oznacza dla pracujących?
Ewentualna reforma oznaczałaby przede wszystkim zmianę planów emerytalnych. Kobiety mogłyby przechodzić na emeryturę później, a przy wariancie wspólnego progu zmieniłaby się także granica dla mężczyzn.
W praktyce chodzi o trzy rzeczy: długość pracy, wysokość przyszłego świadczenia i skalę dopłat finansowanych z podatków. Dlatego warto policzyć skutki, zanim pojawią się decyzje, bo ta zmiana może uderzyć w konkretną grupę, a innym dać wyższe świadczenie w przyszłości.
0 Komentarze