Europa coraz chętniej przesiada się do samochodów elektrycznych, ale Polska obrała zupełnie inny kierunek. Po zakończeniu programu dopłat zainteresowanie elektrykami wyraźnie osłabło, mimo że w wielu krajach UE sprzedaż takich aut dynamicznie rośnie.
To nie jest tylko statystyka z rynku motoryzacyjnego. Dla części kupujących kluczowy może być jeden szczegół: brak dopłat oznacza wyższy koszt zakupu, a słabsza infrastruktura nadal ogranicza wygodę korzystania z auta elektrycznego.
Najważniejsze informacje
- W czerwcu 2026 r. elektryki po raz pierwszy sprzedały się w UE lepiej niż auta benzynowe.
- W Polsce rejestracje elektryków spadły do nieco ponad 3 tys. aut.
- W pierwszym półroczu udział elektryków w Polsce wyniósł 5%, przy średniej unijnej 20,7%.
- Polska zajęła przedostatnie miejsce w UE pod względem udziału aut elektrycznych.
- Na koniec czerwca działało w kraju 13,2 tys. publicznych punktów ładowania.
Europa przyspiesza, Polska wyraźnie hamuje
Unijny rynek samochodów elektrycznych przekroczył ważną granicę: w czerwcu 2026 r. auta bateryjne osiągnęły lepszy wynik niż samochody benzynowe. To może oznaczać dużą zmianę w decyzjach kierowców i producentów, zwłaszcza tam, gdzie zakupy wspierają dopłaty.
Najmocniejsze wzrosty widać było na dużych rynkach. Popyt na elektryki niemal podwoił się we Francji, w Niemczech wzrósł o około 75%, a w Hiszpanii o 25%.
Dlaczego w innych krajach sprzedaż rośnie?
Za wzrostami w wielu krajach stoją konkretne zachęty finansowe. W Niemczech dopłaty sięgają 6 tys. euro, w Grecji nawet 9 tys. euro, a we Włoszech ceny najtańszych modeli obniżano nawet o 5 tys. euro.
We Francji ważną rolę odgrywa także leasing dla osób dojeżdżających do pracy. Dla jednych to szansa na tańsze wejście w elektromobilność, dla innych sygnał, że bez wsparcia różnica w cenie nadal może być barierą.
Po zakończeniu dopłat rynek wyhamował
W Polsce sytuacja wygląda odwrotnie niż w wielu krajach UE. W czerwcu rejestracje aut elektrycznych spadły o prawie jedną piątą, a w całym pierwszym półroczu ich udział w rynku wyniósł tylko 5%.
Jednym z głównych powodów jest zakończenie programu „NaszEauto”. Nie ma też planów przesunięcia dodatkowych środków z KPO na ten cel, więc kupujący muszą liczyć się z wyższym kosztem zakupu niż kierowcy korzystający z dopłat w innych państwach.
Nie tylko cena. Kierowcy zwracają uwagę na ładowarki
Nawet jeśli cena auta przestaje być jedynym problemem, pozostaje infrastruktura. Na koniec czerwca w Polsce działało 13,2 tys. publicznych punktów ładowania, mniej niż potrzeba w porównaniu z rynkami takimi jak Austria czy Włochy.
Dla kierowców oznacza to więcej planowania i większą ostrożność przy zakupie elektryka, szczególnie poza dużymi miastami lub przy częstych trasach. Sprawa budzi emocje, bo rozwój rynku zależy nie tylko od aut w salonach, ale też od tego, czy da się je wygodnie ładować.
Dlaczego elektryki sprzedają się gorzej w Polsce?
- zakończenie programu dopłat,
- wyższa cena zakupu,
- mniej ładowarek niż w wielu krajach UE,
- niepewność dotycząca kosztów użytkowania,
- ograniczona oferta tańszych modeli.
Co to oznacza dla kupujących?
Najbardziej odczuwalny skutek dotyczy portfela. Bez programu dopłat osoby rozważające zakup elektryka w Polsce ponoszą wyższy koszt startowy, podczas gdy kierowcy w części krajów UE mogą korzystać z dużego wsparcia lub obniżek cen.
Do tego dochodzi praktyczna kwestia ładowania. Przed decyzją o zakupie trzeba policzyć nie tylko cenę auta, ale też dostępność punktów ładowania w miejscu zamieszkania, pracy i na najczęstszych trasach — bo w Polsce właśnie ten szczegół może zdecydować, czy elektryk będzie realną oszczędnością, czy ryzykiem dodatkowych utrudnień.
0 Komentarze