Polacy odwracają się od elektryków. Po zakończeniu dopłat sprzedaż mocno spadła

  • 30 Lip 2026 | 09:08
  • 3 min. czytania
  • Komentarze(0)
Samochody elektryczne po raz pierwszy sprzedały się w Unii Europejskiej lepiej niż auta benzynowe. W Polsce wydarzyło się jednak coś odwrotnego – po zakończeniu programu dopłat liczba nowych rejestracji wyraźnie spadła, a udział elektryków w rynku pozostał jednym z najniższych w UE.
Polacy odwracają się od elektryków. Po zakończeniu dopłat sprzedaż mocno spadła

Z tego artykułu dowiesz się:

Więcej

Europa coraz chętniej przesiada się do samochodów elektrycznych, ale Polska obrała zupełnie inny kierunek. Po zakończeniu programu dopłat zainteresowanie elektrykami wyraźnie osłabło, mimo że w wielu krajach UE sprzedaż takich aut dynamicznie rośnie.

To nie jest tylko statystyka z rynku motoryzacyjnego. Dla części kupujących kluczowy może być jeden szczegół: brak dopłat oznacza wyższy koszt zakupu, a słabsza infrastruktura nadal ogranicza wygodę korzystania z auta elektrycznego.

Najważniejsze informacje

  • W czerwcu 2026 r. elektryki po raz pierwszy sprzedały się w UE lepiej niż auta benzynowe.
  • W Polsce rejestracje elektryków spadły do nieco ponad 3 tys. aut.
  • W pierwszym półroczu udział elektryków w Polsce wyniósł 5%, przy średniej unijnej 20,7%.
  • Polska zajęła przedostatnie miejsce w UE pod względem udziału aut elektrycznych.
  • Na koniec czerwca działało w kraju 13,2 tys. publicznych punktów ładowania.

Europa przyspiesza, Polska wyraźnie hamuje

Unijny rynek samochodów elektrycznych przekroczył ważną granicę: w czerwcu 2026 r. auta bateryjne osiągnęły lepszy wynik niż samochody benzynowe. To może oznaczać dużą zmianę w decyzjach kierowców i producentów, zwłaszcza tam, gdzie zakupy wspierają dopłaty.

Najmocniejsze wzrosty widać było na dużych rynkach. Popyt na elektryki niemal podwoił się we Francji, w Niemczech wzrósł o około 75%, a w Hiszpanii o 25%.

Dlaczego w innych krajach sprzedaż rośnie?

Za wzrostami w wielu krajach stoją konkretne zachęty finansowe. W Niemczech dopłaty sięgają 6 tys. euro, w Grecji nawet 9 tys. euro, a we Włoszech ceny najtańszych modeli obniżano nawet o 5 tys. euro.

We Francji ważną rolę odgrywa także leasing dla osób dojeżdżających do pracy. Dla jednych to szansa na tańsze wejście w elektromobilność, dla innych sygnał, że bez wsparcia różnica w cenie nadal może być barierą.

Po zakończeniu dopłat rynek wyhamował

W Polsce sytuacja wygląda odwrotnie niż w wielu krajach UE. W czerwcu rejestracje aut elektrycznych spadły o prawie jedną piątą, a w całym pierwszym półroczu ich udział w rynku wyniósł tylko 5%.

Jednym z głównych powodów jest zakończenie programu „NaszEauto”. Nie ma też planów przesunięcia dodatkowych środków z KPO na ten cel, więc kupujący muszą liczyć się z wyższym kosztem zakupu niż kierowcy korzystający z dopłat w innych państwach.

Nie tylko cena. Kierowcy zwracają uwagę na ładowarki

Nawet jeśli cena auta przestaje być jedynym problemem, pozostaje infrastruktura. Na koniec czerwca w Polsce działało 13,2 tys. publicznych punktów ładowania, mniej niż potrzeba w porównaniu z rynkami takimi jak Austria czy Włochy.

Dla kierowców oznacza to więcej planowania i większą ostrożność przy zakupie elektryka, szczególnie poza dużymi miastami lub przy częstych trasach. Sprawa budzi emocje, bo rozwój rynku zależy nie tylko od aut w salonach, ale też od tego, czy da się je wygodnie ładować.

Dlaczego elektryki sprzedają się gorzej w Polsce?

  • zakończenie programu dopłat,
  • wyższa cena zakupu,
  • mniej ładowarek niż w wielu krajach UE,
  • niepewność dotycząca kosztów użytkowania,
  • ograniczona oferta tańszych modeli.

Co to oznacza dla kupujących?

Najbardziej odczuwalny skutek dotyczy portfela. Bez programu dopłat osoby rozważające zakup elektryka w Polsce ponoszą wyższy koszt startowy, podczas gdy kierowcy w części krajów UE mogą korzystać z dużego wsparcia lub obniżek cen.

Do tego dochodzi praktyczna kwestia ładowania. Przed decyzją o zakupie trzeba policzyć nie tylko cenę auta, ale też dostępność punktów ładowania w miejscu zamieszkania, pracy i na najczęstszych trasach — bo w Polsce właśnie ten szczegół może zdecydować, czy elektryk będzie realną oszczędnością, czy ryzykiem dodatkowych utrudnień.

Data publikacji:
30 Lip 2026

0 Komentarze

Wpisz komentarz (od 5 do 5000 znaków)

Dziękujemy!

Twój komentarz został dodany. Po akceptacji, zostanie wyświetlony na stronie.

Podobne artykuły