Domowy monitoring może oznaczać obowiązki wynikające z RODO. Przekonał się o tym właściciel posesji, który jako pierwsza osoba prywatna w Polsce został ukarany przez Prezesa UODO za niewykonanie nakazu dotyczącego kamer obejmujących także sąsiednie nieruchomości i drogę publiczną. Kara wyniosła 26 711 zł.
Sprawa zaczęła się od skarg sąsiadów w 2025 r. i szybko wyszła poza zwykły spór o kamery na posesji. Kluczowy jest jeden szczegół: monitoring miał obejmować nie tylko teren właściciela, ale też przestrzeń publiczną i sąsiednie nieruchomości.
Najważniejsze informacje
- To pierwsza kara UODO dla osoby prywatnej za niewykonanie nakazu dotyczącego monitoringu.
- Kara wynosi 26 711 zł.
- Sąsiedzi wskazywali, że kilkanaście kamer nagrywało obraz i dźwięk przez całą dobę.
- UODO nakazał zaprzestanie przetwarzania wizerunku i głosu w ciągu 7 dni od doręczenia decyzji.
- Brak zapłaty może skończyć się egzekucją przez urząd skarbowy.
Kamery obejmowały także drogę i posesje sąsiadów
Według skarg sąsiadów kamery miały rejestrować obraz i dźwięk 24 godziny na dobę. Ich zasięg miał obejmować nie tylko prywatną posesję właściciela, lecz także drogę publiczną oraz sąsiednie nieruchomości.
Najbardziej emocjonalny element sprawy dotyczył jednej z kamer, która — jak wskazywali skarżący — miała być skierowana na okno toalety. To właśnie takie okoliczności sprawiają, że spór o monitoring przestaje być wyłącznie kwestią techniczną, a staje się realnym problemem ochrony prywatności.
Nie wykonał decyzji UODO. Wtedy pojawiła się kara
UODO nakazał właścicielowi zaprzestanie przetwarzania danych osobowych w postaci wizerunku i głosu. Chodziło o usunięcie kamer albo ich trwałe przestawienie tak, aby nie naruszały praw innych osób.
Właściciel nie zaskarżył decyzji do WSA w Warszawie, więc stała się ona prawomocna. Mimo upomnienia przez prawie pół roku nakaz nie został wykonany, co doprowadziło do nałożenia kary finansowej.
Kiedy domowy monitoring podlega RODO?
Urząd przypomniał, że RODO przewiduje wyjątek dla czynności czysto osobistych lub domowych. Nie obejmuje on jednak monitoringu, który wykracza poza życie prywatne albo rodzinne.
To może oznaczać dużą zmianę w podejściu do kamer montowanych przy domach. Jeśli urządzenia rejestrują sąsiadów, ich posesje, drogę publiczną albo dźwięk, właściciel może wejść w obszar przetwarzania danych osobowych.
Kara może być znacznie wyższa
W tej sprawie sankcja wyniosła 26 711 zł, ale UODO przypomniał, że za nieprzestrzeganie nakazu organu nadzorczego kara może sięgnąć nawet 20 mln euro. Dla osób prywatnych to ryzyko realnej straty, zwłaszcza gdy decyzja organu zostanie zignorowana.
Nie chodzi więc tylko o samo posiadanie kamer, ale o sposób ich używania oraz reakcję na decyzję organu. Prawomocny nakaz nie jest sugestią, lecz obowiązkiem, którego niewykonanie może mieć kosztowne skutki.
Czy właściciele domowych kamer mają się czego obawiać?
Nie każdy monitoring narusza przepisy. Problem pojawia się wtedy, gdy kamera obejmuje nie tylko własną posesję, ale również drogę publiczną, chodnik, posesję sąsiada lub miejsca, w których osoby mogą oczekiwać prywatności. Znaczenie może mieć także rejestrowanie dźwięku. W takich przypadkach właściciel może zostać uznany za administratora danych osobowych i podlegać obowiązkom wynikającym z RODO.
Co to oznacza w praktyce dla właścicieli kamer?
Osoby korzystające z monitoringu przy domu powinny zwrócić uwagę, czy kamery nie obejmują cudzych nieruchomości, drogi publicznej albo miejsc szczególnie wrażliwych. Znaczenie ma również to, czy urządzenia nagrywają dźwięk.
To pierwsza taka kara wobec osoby prywatnej, ale trudno oczekiwać, by była ostatnią. Decyzja UODO pokazuje, że domowy monitoring nie zawsze pozostaje wyłącznie prywatną sprawą. Jeżeli kamery obejmują także osoby postronne lub sąsiednie posesje, właściciel może zostać objęty przepisami RODO i ponieść finansowe konsekwencje.
0 Komentarze